wrocław rynek

Z buta

Przymusowe wyjazdy nie muszą pozostać wyłącznie obowiązkiem. Warto wyciągać z nich choć odrobinkę dla siebie.

Tiry

Byliście kiedykolwiek we Wrocławiu?

Mi przydarzyło się to w poniedziałek. Wyjazd z kategorii: służbowy. Z samego rana wsiadłem do samochodu, zatankowałem na najbliższej stacji i wiooo na autostradę. Zepsute radio w naszym aucie skutecznie odcina od wszelkich wiadomości.

Niecałe 3 godziny jazdy. Niecałe 3 godziny słuchania muzyki i koncentracji na manewrach wielkich ciężarówek. Jedziesz sobie 130km/h i nagle 200m przed tobą tir rozpoczyna manewr wyprzedzania drugiego tira. Jeden z nich jedzie 91 km/h podczas gdy drugi jakieś 89 km/h. Moja noga natychmiast odruchowo ląduje na pedale hamulca, a wzrok spogląda to na tira do którego mam nadzieję nie zbliżyć się zanadto, to na lusterko wsteczne obserwując kto zamierza we mnie wjechać. Ufff. Nie cierpię tych tirowych manewrów. Tak samo, jak zawsze mam lekki niepokój przy każdym wyprzedzaniu wielkiej ciężarówki. A nuż właśnie w tym momencie zechce kogoś wyprzedzać.

Kiedyś tam

Teraz zdecydowanie mniej, ale miałem – kilka lat temu – taki okres w swoim ‘zawodowym’ życiu, że kilka dni w tygodniu spędzałem w Polsce, poza domem. Najczęściej w Warszawie, której nigdy nie udało mi się polubić. Bywałem w niej jeszcze w czasach studiów wydając fortunę na bilety pociągowe co było sposobem na weekendowe spotkania z ukochaną (a dzisiaj żoną :) ). Bywałem potem zawodowo i nic. Nie ma żadnego pozytywnego uczucia. Musiałem to jechałem, mogłem to wracałem.

Wrocław

Byłem we Wrocławiu. W poniedziałek. Poranna podróż, potem spotkanie, potem chwila dla siebie. Chwila, którą wykorzystałem na piesze przejście z wrocławskiego rynku do Arkad – tam cierpliwie czekał na mnie mój czarny bolid. Wiele razy zdarza mi się wybierać spacer zamiast jakiegokowliek innego środka lokomocji. Uwielbiam chodzić. Od zawsze, odkąd pamiętam. Idę wtedy bez mapy, z intuicją wyjętą na wierzch i podpowiadającą azymut.

Wracając wyjąłem aparat i ustrzeliłem kilka fotek. Wspaniale świecące słońce mocno zachęcało do rozglądania się wokół, przyglądania się budynkom, skwerkom, ludziom. Lubię obserwować. Pora tuż po południu sprawiła, że kręciło się niewiele osób. Po drodze minęły mnie ze dwie zorganizowane grupy. Może wycieczki? może grupowe wyjście do kina? teatru?

wrocław rynek

Pomnik Aleksandra Fredry Wrocław

Jednego żałowałem. Żałowałem, że nie mam obiektywu szerokątnego. Mój – zarąbisty skądinąd – stały 50mm nie jest w stanie umożliwić mi dowolnego skomponowanie kadru. Nie da się uzyskać super szerokich kompozycji. Kolejna pozycja ląduję na mojej liście życzeń i jak tylko będą środki to … kupuję.

Jeżeli będę mógł chodzić, spokojnie i bez pośpiechu. Jeżeli będę mógł obserwować, spoglądać, przystanąć to może w końcu znajdę sposób na polubienie większych miast. Może i Warszawę …

Wrocław widok spod arkad

A we Wrocławiu nie wolno wam ominąć rynku z rzędami pięknych kamieniczek, pomnikiem Aleksandra Fredry, ratusza, fontanny i … Nie wolno ominąć Placu Solnego tuż obok rynku z kilkoma straganami i okolicznych spacerowych uliczek. Inaczej wizyta nie zostanie zaliczona i koniec. Pewnie jest mnóstwo innych atrakcji których ja – odwieczny laik – nie zechciałem poznać ani zobaczyć. Może następnym razem.

Kwiatki na skwerku wrocławskim

Koniecznie z buta

Jeżeli będziecie kiedykolwiek, gdziekolwiek i jeżeli to tylko będzie możliwe to zrezygnujcie z taksówki, metra, autobusu, tramwaju, trolejbusa i idźcie. Po prostu idźcie i nie sprawdzajcie ile jeszcze i jak daleko jeszcze. Idźcie przed siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>