Ważny, ważniejszy, najważniejszy

Życie składa się z nieustannych wyborów. Świadomych i nie. Łatwych i trudnych. Ciągle i wciąż. Twój styl życia jest definiowany przez Twoje wybory. Zgodność decyzyjna i wewnętrzna daje spokój. Nie wszystko jest tak samo ważne. Sytuacje nagłe, napięciowe, na krawędzi obnażają ważności.

wazne-wazniejsze-najwazniejsze

Poranek roboczy

Dzień jak co dzień. Prawie. Wczesne wstawanie, 6.10 budzik. Upierdliwy. Oczy nie chcą dostrzec poranka. Powieki nie zamierzają się zwinąć. Ciężko. Kiedyś to zmienimy, koniecznie. Jednak jeszcze nie teraz. Szkoła czeka, przedszkole czeka. Praca czeka.

Myślę sobie: ciesz się, że jest marzec, a nie koniec grudnia. Przynajmniej świat uciekł spod ciemności. Słoneczko robi swoje.

Dzisiaj mam spotkania, dwa, jedno za drugim. Pierwsze zaraz po 8.00, nie ma czasu na błędy, na żadne poślizgi, korki, mandaty czy cokolwiek innego.

6.12, łazienka. 6.15 stukanie do pokoju dziewczyn. Budzenie, dobre 5 minut. Całkiem nieźle. Może jednak zdążymy. Średnia córka chyba poczuła ‚w czym rzecz’. Sprawnie się ubiera, aż miło. Starsza, walczy ze sobą. Jak się ma naturę sowy, to naprawdę ciężko przełączyć się na aktywność operacyjną o godzinie 6.20.

Dziewczyny dzielnie się zbierają, mała okupacja łazienki i takie tam. Takie poranne konieczności, no ale jak trzeba to trzeba. Bez wyjścia.

Reszta załogi jeszcze śpi. Nie muszą wstawać, odsypiają nocne bale najmłodszej latorośli.

Śniadanie, mleko na ciepło i coś do niego. Dziewczyny wcinają, a ja szykuję drugie śniadanko dla mojej szkolnej dziewuszki. Coś na ząbek i coś do popicia. Śniadaniówka jest, termos z zawartością jest. Wszystko ląduje w plecaku. Dlaczego do licha on taki ciężki jest? Przyjazna edukacja…. i nawet najlepsza szkoła tego nie zmieni.
A może przerzucić się na edukację domową? Przynajmniej nie trzeba będzie plecaka dźwigać, ani wstawać z marginesem na dojechanie.

Poranna nie znająca sprzeciwu perswazja: dziewczyny proszę ząbki czyścić – no i pobiegły.

Buty, czapki, kurtki. Gotowe.

Klucz, zamek, drzwi. Schody. Garaż, a raczej wielomiejscowy pod blokowy parking. Dobre i to. Przynajmniej nie trzeba odśnieżać.

Wyjazd

Sprawność na medal. 7.07 pozapinani w samochodzie i gotowi do jazdy. Super. To może się udać.

Kraków i pewnie jak każde większe miasto ma swój rytm ulic. Wystarczy wyjechać 5 minut, a co tam 3 minuty po właściwym czasie i czas przejazdu rośnie w tempie wręcz geometrycznym. Zatem konieczne jest trafienie we właściwe okienko czasowe. Tym razem sukces. Wyjeżdżamy w środku okienka.

Po 25 minutach meldujemy się w okolicach szkoły. Nie wytrzymałbym tych dojazdów, gdyby nie była taka fajna. Młoda starsza też ją lubi. Ewakuacja przebiega sprawnie. Dzisiaj policja łaskawa, można zatrzymać się pod szkołą i wyrzucić ‚ładunek’. Weszła, a my lecimy dalej.

Wszystko przebiega lepiej niż przewiduje plan. Teraz pora na przedszkole. 10-15 minut i powinniśmy być na miejscu. Uwaga na tramwaj, światła. Mijamy Wawel i Tadeusza Kościuszkę na koniu.

Atak

Młoda średnia cierpliwie znosi nasze poranne uliczne zmagania. Jednak po chwili słyszę kaszel. Potem kolejna seria. O nie, nie brzmi to najlepiej. Jedziemy (toczymy się raczej) dalej. Przedszkole coraz bliżej, godzina 8 i zaplanowane spotkania tym bardziej. Zostało jakieś 13 minut. Z marginesem rozsądnego spóźnienia jakieś 25.

W pewnej chwili słyszę cichy głos:

„Tato, źle się czuję i boli mnie głowa”

Kurka, dlaczego dzisiaj, może przetrzyma w przedszkolu do popołudnia, odbiorę ją wcześniej i jakoś to będzie. Jednak takie wytłumaczenie nie broni się długo. Zastanawiam się chwilkę, analizuję dane. Zadaję sobie pytanie: Co tak naprawdę jest ważne, co ważniejsze, co najbardziej ważne? Co mam zrobić? Przecież jeżeli w ciągu kilku minut nie odstawię jej do przedszkola to o biznesowym spotkaniu mogę zapomnieć. Puk, puk, puk – to stukające myśli. Prawie je słyszę.

Nie mogę przecież sprzedawać swojego życia za garstkę nawet pozłacanego piasku.

Ok, jedziemy do domu (no mieszkania – póki co przynajmniej). Koniec procesu podejmowania decyzji. Priorytety zostały ustalone.

A spotkanie? no cóż albo poradzą sobie beze mnie dopóki nie dojadę, albo niech odpuszczą. Trudno.

Dzisiejsze decyzje były dobre. Udało się sprawy położyć na ich właściwych miejscach. A reszta? Reszta to tylko reszta. Spokój i poczucie właściwości odzyskane. Za kilka, kilkanaście lat odwołane spotkania biznesowe nie będą mieć znaczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>