Szpital domowy, poczekalnie i książka

Szkoła, przedszkole, wrzesień. Katar, kaszel, syrop i gorączka. Wszystko w pakiecie. I kolejki w przychodni.

krzesła

Szpitalnie

Sezon szkolno-przedszkolny rozpoczęty. Poranne wstawanki, bieganina, kolejki do łazienki, szukanie książek, kurtek i butów. Normalność. Nie inaczej jest i u nas. Jedna do szkoły, jedna do przedszkola, a jedna ‚mniam, mniam’ plącząc się pomiędzy nogami. Jest co robić.

Dzisiaj musieliśmy wprowadzić zmiany. Od kilku dni mamy mały szpital, wszystkie młodociane postanowiły przetestować cierpliwość rodziców. Podjęły (bez naszej zgody co gorsze) współpracę z bakteriami i wirusami. No i klops. Kichanie, kaszel, katar i gorączka. Pełen zestaw. Trzy razy. Zaplanowane i nie wyjazdy i wypady musiały obejść się bez naszej ferajny.
Dzisiaj całe towarzystwo musiało pozostać w domu. Żadnej szkoły i żadnego przedszkola. Łóżeczka i syropki. I poranny wyjazd do przychodni. Hurtowo.

Przychodnia i poczekalnia

Zapakowałem całe towarzystwo do samochodu. Jeden kurs. Hurt. W poczekalni przychodni tłum jak za cukrem w początku lat dziewięćdziesiątych. Prychają, smarkają, marudzą, popłakują. Dzieci. Dlaczego wszyscy właśnie dzisiaj? Nie ma innych lekarzy w okolicy? Trzeba zapuścić korzenie i czekać.

Kolejka porusza się jak ślimak po szkle. Cierpliwości przybywaj. Siedzą i chodząc, zabawiając, czytając, podskakując, podśpiewując… płynęły minuty. Dziewczyny dzielne.

My czekamy i wszystko inne też musi poczekać. To nic, że poniedziałek. I to są plusy naszych życiowych wyborów, spełniania marzeń, wiary, że tak można. Biuro poczeka, telefon poczeka, maile poczekają. Muszę być z rodzinę teraz i koniec. I jestem.

Dziewczyny dzielnie i cierpliwie czekają na naszą kolej. Zdaje się, że świetnie rozumieją i zwyczajnie dają radę. Jest zniecierpliwienie, ale bez histerii, bez jęczenia. Zazdroszczę sobie, że mam takie fajne córki.

Książka

Spędzając czas w poczekalni musisz się zatrzymać. Nie ma wyjścia. Trzeba zwolnić. Tutaj są inne reguły. Zwolnienie, zatrzymanie to dobry czas na refleksje, choć malutką (na wielką nie ma szans – są dzieci). Obserwuje innych członków wspólnoty przychodnianej zebranej w poniedziałek rano.

Naturalnym odruchem przy konieczności długiego czekania jest zaopatrzenie się w coś do czytania. Moim naturalnym odruchem. Książka lub czasopismo. Biblioteczka poczekalniana zwykle nie nadaje się do jakiejkolwiek lektury. Aktualność prasy sięga kilku lat wstecz. Nie pojmuję – nie stać ich na świeże?

książki

Najstarsza czytająca córka myśli podobnie, zanim wyszła z domu zaopatrzyła się w książkę. Teraz siedzi czekając na naszą kolejkę i czyta. Kartka za kartką, czyta. Może po raz kolejny tę samą książkę. To nie przeszkadza.

Rozglądam się wokół. Patrzę na dorosłych, patrzę na dzieci (nie wszystkie są malutkie…). Patrzę i nie widzę nikogo. Nie widzę nikogo więcej, kto czyta. Nie, nie, żeby wszyscy siedzieli i patrzyli w ścianę, sufit czy kogoś obok. Prawie każdy jest zajęty. Prawie każdy swoimi dłońmi trzyma plagę dzisiejszych czasów. Era smartfonów i tabletów. Czy duży czy mały, dorosły czy dziecko. Siedzą lub stoją patrząc się w swoje smartfony. To chyba smutny widok. Tym bardziej się cieszę, że ona czyta.

Po dwóch godzinach i piętnastu minutach jesteśmy po. Wszystkie trzy młode osłuchane, oklepane i pooglądane. Plik recept w ręku. Ubieramy się i wychodzimy. Inni jeszcze czekają. Poniedziałek dobija południa.

Post Scriptum.
Przed naszym wyjściem pojawili się kolejni rodzice i babcie. Pozytywnie. Czytają i bawią się z dziećmi. Smartfony odpoczywają.

Autorem zdjęcia (lic. CC) 1 jest: keoni101
Autorem zdjęcia (lic. CC) 2 jest: shutterhacks

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>