Archiwa kategorii: Myśli

wrocław rynek

Z buta

Przymusowe wyjazdy nie muszą pozostać wyłącznie obowiązkiem. Warto wyciągać z nich choć odrobinkę dla siebie.

Tiry

Byliście kiedykolwiek we Wrocławiu?

Mi przydarzyło się to w poniedziałek. Wyjazd z kategorii: służbowy. Z samego rana wsiadłem do samochodu, zatankowałem na najbliższej stacji i wiooo na autostradę. Zepsute radio w naszym aucie skutecznie odcina od Czytaj dalej “Z buta” »

fajerwerki sylwestrowe

Nie lubię podsumowań

Nie lubię składania życzeń. Nie lubię postanowień noworocznych, które zwykle są bo jest pretekst, a nie realna chęć działania. Małe podsumowanie 2013.

Koniec

Próbuję się zabrać się za napisanie podsumowania i nie będę ukrywał, że idzie mi kiepsko. Obawiam się, że może nie wyjść zbyt podsumowujące… próbuję jednak.

2013 czyli rok, który nie był wcale taki jaki miał być dotarł do mety. Wiele Czytaj dalej “Nie lubię podsumowań” »

szron ławeczka

Spełniam kolejne marzenia

Wigilia Bożego Narodzenia to świetny dzień na radowanie się ze spełnianych marzeń. Cieszę się.

jakchcemy.pl

Prędzej czy później to musiało się wydarzyć. Kusiłem los, kusiłem no i się w końcu doigrałem. Zamiast dać sobie spokój to kombinowałem i kombinowałem. Namawiałem, zachęcałem i stało się. W nagrodę mam teraz spory problem z blogiem jakchce.pl. Może zabrzmi to dziwnie, ale to nic innego jak koszty spełniania marzeń. Czytaj dalej “Spełniam kolejne marzenia” »

Jesień, jesień jeszcze raz

Wciągnęła mnie ta jesień. Korzystam jak umiem. Zostaną zdjęcia. Moja 50mm w walce.

Późna jesień, ławeczka

Sprzęt jest

Sporo już było o jesieni. I wpisy i zdjęcia. Ona jednak trwa, rozwija się, zmienia. Ja tylko korzystam z okazji, które sam sobie stwarzam. Dzisiaj kolejna seria zdjęć. Upolowanych rano, po ósmej na parkowych alejkach. Tym razem uzbrojony w nowy oręż w postaci wyczekiwanej 50-tki. Fajna jest, bardzo fajna. Naprawdę :). Czytaj dalej “Jesień, jesień jeszcze raz” »

Kolejna jesienna spacerowa sobota

Uzależnię się chyba od jesiennego spacerowania z aparatem u szyi. Zagrożenie jest realne. Kolejna sobota i kolejne wypady. Ech, no fajnie.

jesienne kolory

Fajna, zimna pogoda

Jesienny wątek powoli, powoli, ale skutecznie rozrasta się do formatu serialowego. Trochę niezamierzenie, ale nawet mi się to podoba. Za nami kolejny zestaw sobotnio-niedzielny. Kolejny z fajniastą pogodą, fajniastą pod kątem spacerów, bo przecież każda pogoda jest fajna. Każda fajna, ale nie do wszystkiego. Uwielbiam na przykład Czytaj dalej “Kolejna jesienna spacerowa sobota” »

Deszczowo – jesienny appendix

Deszczowo wcale nie oznacza gorzej, ani brzydziej. Deszczowo oznacza tylko inaczej. Uwielbiam patrzeć na deszcz i słuchać jak pada. I robić zdjęcia.

Deszcz jesienny

Złota deszczowa jesień

Ostatnio pisałem o wspaniałej polskiej jesieni, która pokazała swoje oblicze przy sprzyjającej pogodzie. Spacerowa sobota i niedziela udały się na 102. Kilka dni później zmiana. Niebo zasnuło się grubą warstwą chmur.  Przyszedł czas na deszczową odmianę złotej.

W Krakowie chyba prawie wszyscy ucieszyli się z tego deszczu. Woda padająca z góry oczyszcza. Powietrze było Czytaj dalej “Deszczowo – jesienny appendix” »

Rok szkolny i nowy motyw

Bieszczady poczekają, relacja zdjęciowa niedługo. Dzisiaj nowy rok szkolny. Dzisiaj zmiana wyglądu bloga. Dzisiaj też trochę sentymentalnie.

zmiana i ruch

Zmiana wyglądu jakchce.pl

Nowy rok kalendarzowy, rocznice, nowy rok szkolny to wszystko są dobre okazje do zmian. Do ustalenia nowej reguły, do zakopania starego przyzwyczajenia. Prawdziwe życie to dynamika i zmiany. We właściwym rytmie, ale zmiany, nieustanne. Życie bez zmian czy chcesz czy nie zanika.

Jan Izydor Sztaudynger powiedział kiedyś:

Stabilizacja motylka to szpilka

Zdecydowałem (który to już raz i ile jeszcze takich będzie…) o zmianie motywu bloga. Czytaj dalej “Rok szkolny i nowy motyw” »

O jednym marzeniu

Do zrobienia zanim umrzesz. Co odwiedzę, kogo kopnę, co zjem. Z kim popływam. Co zobaczę. Listy marzeń. Listy ‚to do’. Każdy takie nosi. Nazwane lub nie. Świadomie i nie. Marzenia.

rings-and-hands

Tak zwane usprawiedliwienie

Kurcze minęły prawie dwa miesiące. Zmiana hostingu i inne takie, ale już jestem. Do dzieła.

Do rzeczy, marzenia

Wielokrotnie znajdowałem listy marzeń lub listy rzeczy do zrobienia. Wiele różności zawierają takie listy. Kilkanaście, kilkadziesiąt pozycji. Mało kiedy kilka.

Pojechać na koniec świata, zobaczyć wieloryby, zjeść krewetki królewskie. Uścisnąć dłoń Ronaldo. Podrapać za uszami lwa. Pogłaskać delfina. Zbudować dom, spłodzić syna i zasadzić drzewo. Schudnąć. Zgrubnąć. Napisać piosenkę. Wydać książkę. Uciec na wieś. Wyjechać do miasta. Zarobić milion (przereklamowane…). Wyjechać z żoną na tydzień bez dzieci. Zanurkować do 20 metrów głębokości. Skoczyć ze spadochronem. Rąbnąć tyłkiem w śnieg na lodowcu alpejskim w środku letnich wakacji. Kochać się na wrzosowisku przy pełni księżyca. Czytaj dalej “O jednym marzeniu” »

Nie tęsknię za nią ani trochę

Już ponad miesiąc. Nagle odeszła. Niewiele zostawiła. Jeszcze mniej dobrego. Nie tęsknię za nią. To trwało za długo, zdecydowanie za długo. Niech tak zostanie. Szum.

Koniec

Długie wspólne życie

Wydawało by się, że wspólne długie życie cementuje. Nie w tym przypadku. Nie u nas.

Odkąd pamiętam zawsze była obecna. Jako mały chłopiec, nieco starszy, potem jeszcze i całkiem duży. Ona była obecna. Zmieniała się wraz z wiekiem, ale była obecna. Trwała. Istniała. Najpierw mniejsza, węższa, krótsza, potem coraz bardziej panosząca się i rozpychająca. Nikt nie przypuszczał, że kiedyś może być inaczej. To było poza zasięgiem wyobraźni. Czytaj dalej “Nie tęsknię za nią ani trochę” »

Fasola, relatywizm i sumienie

Szkolna fasola. Powszechne doświadczenie uczniowskie. Ziarenka, woda, słoik, gaza i czekanie. Kiełki i listki. Zielona roślinka. Pani i ocena. Zadanie wykonane. Pamiętacie? Lekcja życia przy okazji. Kto w drobnych sprawach jest wierny, może pozostać wierny i w wielkich.

Fasola

Szkolne zadanie

Czwarta klasa, może wcześniej, może nieco później. Lekcja przyrody (kiedyś biologia). Fasola. Zadanie. Trzeba wyhodować roślinkę fasoli z ziarenka.

Woda, słoik, gaza i kilka ziarenek. Kilka bo szanse trzeba zwiększyć. Potem czas i słońce, słońce i czas. Po tygodniu, może troszkę więcej są pierwsze kiełki, potem zielone łodygi i listki.

Udało się. Teraz podpisać słoik, zapakować i dostarczyć do szkoły. Postawić pani na biurku i zakończyć sprawę.

Historia prawdziwa jednej fasoli

Wszystko dokładnie tak jak napisałem. Tak właśnie się potoczyło. Za wyjątkiem ostatniego zdania.

Moja najstarsza córka (fantastyczna dziewczyna :) ) wzięła swoją zapakowaną, wyhodowaną, wychuchaną dorodną fasolę. Rzecz jasna podpisaną.

Nuda, ale nie do końca. Jaga miała wtedy zaplanowany występ na przeglądzie piosenki. Dokładnie w ten dzień. Dziewczyna całkiem rozsądnie poprosiła swoje klasowe koleżanki o dostarczenie roślinki na biurko pani od przyrody. Sama wraz z reprezentacją szkoły zameldowała się na przeglądzie.

Jednak pani od przyrody okazała się bardziej zasadnicza niż jeszcze nie tak dawno obowiązkowa służba wojskowa.
– Ma przynieść osobiście, nie przyjmuje od innych – rzekła stanowczym głosem do uczynnych koleżanek. Czytaj dalej “Fasola, relatywizm i sumienie” »